sobota, 23 sierpnia 2014

miało być o tym, że za sprawą jednego z dwóch najważniejszych mężczyzn w życiu biorę życie w swoje ręce. że kładę kres (forma niedokonana, ciągła) znajomościom niejednoznacznym (tak mało mam innych), że przestaję udowadniać sobie że mogę zdobyć czyjąś uwagę, po to, by później się tą osobą znudzić; że samotność jest bardziej wartościowa niż jednonocne iluzje bliskości; że trzeba położyć palec na ustach twoim tramwajowym fantazjom seksualnym z truskawkami w roli głównej, które nie prowadzą do niczego  t r w a ł e g o.

miało być, a potem jednak idę z tobą na wykład o historii filmu porno. zaczynam czytać cholerny tygodnik powszechny. wstawać wcześnie rano na pokazy prasowe. wracać do czytania w metrze, zainspirowana słowami leszka talki (talko?), że ludzie powinni rozmawiać o nominowanych do nike książkach zamiast dyskutować o cenach kiełbasy. marznę na wieczornych pokazach 'pałacu' tomka wolskiego (najwspanialszy.) i farbuję znów włosy na kolor tak zwany rubin.

jeśli to życie ma sens - w co wierzę
mocniej niż w samo życie -
to można nauczyć się od nowa
tego, co zgubiliśmy gdzieś
po Drodze.

***
czytam: 'mi país inventado' - isabel allende, piękna książka o nostalgii chilijskiej.
oglądam: 'life love lust' - erika lust 
słucham: nancy sinatra (ach i to wspomnienie czegoś, co teraz wydaje mi się miłością życia.) na przemian z 'barcelona' - george ezra




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz